Dziś myśląc o własnym domostwie nie musimy ograniczać się jedynie do własnej wyobraźni. Kartka, długopis czy klasyczny grafitowy ołówek może pomóc. I to bardzo. Choć może nie skupiajmy się na precyzyjnym rysunku technicznym z rzutem w trójwymiarze – jakiego wymagano od nas (na pewno jeszcze czasem to wspominacie z rozrzewnieniem bardziej lub mniej chętnie) na zajęciach z techniki – gdyż zapewne większości z nas sprawiłoby to nie tylko ogromną trudność, a i (nie daj Boże!) może nawet skończyło się katastrofą budowlaną, o ile w tym ogromnym zapale twórczym bylibyśmy na tyle szaleni, żeby ów nasz amatorski projekt domu odważylibyśmy się wcielić w życie.

Chciałoby się rzec: „przy tworzeniu owego produktu nie ucierpiała żadna istota żywa”, bądź bardziej popularne, choć nie wiem czy pasujące do kontekstu nieruchomości: „produkt nietestowany na zwierzętach”. Ach. Ale któż to wie. Myślę, że nawet my jako karkołomni twórcy naszego genialnego projektu nie bylibyśmy w stanie przyczepić tej nalepki naszemu produktowi.

Słowem krótkim. Rzeknę więc prosto. To, o czym pojęcia nie mamy (a tym bardziej jeśli są to projekty domów) niech pozostanie w rękach tych, którzy się w tym specjalizują. Celem objaśnienia. Dla bezsprzecznej jasności. Jeśli w grę wchodzą duże ciężkie bele, pustaki i stropy, które przy szczątkowej wiedzy o ich właściwym zastosowaniu łatwo mogą hmmm… spowodować brutalne i niełatwe do przewidzenia w skutkach „testowanie na zwierzętach”, to lepiej skierować swoje kroki do tych naszych pobratymców, którzy określają się skrótem „arch.” przed imieniem i nazwiskiem.

Polecam. Z całego serca. I to bardzo serdecznie. Projekty domów jednorodzinnych niech pozostaną szkicem w Waszych sercach, a urzeczywistnianiem Waszych pragnień niech zajmą się ci, którzy naprawdę wiedzą, co robią.

Wiatrołap